Dobrze, że

nie obchodzą moje journale. Jak przeczyta to przeczyta.
Odnoszę coraz większe wrażenie, że jestem żałosna. Mam coraz więcej podstaw aby tak uważać. Matka mi dzisiaj po raz tysięczny powtórzyła, że wstydzi się jedynego miejsca, które należy do mnie, alias mojego pokoju. Brat do mnie nie przyznaje się na mieście, wszyscy rysują lepiej ode mnie, a ja znajduję się na szarym końcu, przygnieciona głazem. Moje opowiadania - podobają się tylko

, mojej mamie i cioci. Nawet polonistka stwierdziła, że mój felieton na temat człowieczeństwa jest nudny jak gapienie się na schnącą farbę. Po przeczytaniu go raz jeszcze stwierdziłam, że ma racje. Dobrze, że nie rozpisałam się bardziej...
Coraz więcej ludzi mnie nienawidzi, robię się złośliwa z byle powodu. Obiektem wyżycia stał się ostatnio

, którego teraz z całego serca przepraszam za to, że ma moje noty na fbl w dupie i ich nie czyta i za to, że wydarłam się na niego pisemnie.
A wiecie co jest najlepsze? Zostałam ostatnio obrzucona gównem i nawet nie wiem za co. Jeszcze lepiej - w szkole jestem wyzywana od brudasek, w szczególności przez jedną ciotę, której tłuszcz się leje z głowy i śmierdzi spod pachy.
Nauczycieli przepraszam za to, że jestem tak głupia i dziwna. I za to, że siedzę ciocho na lekcjach i słucham tego co macie do powiedzenia.
A moje kredki przepraszam za to, że marnują się u mnie.
Nie pozdrowię nikogo. Nie mam kogo. Bo "zzieleniałam z zazdrości" i myślę, że o tym nie wiem. Hahaha, ale to było mądre. Spadam.